Czy małżeństwo jest jak film? Nawet jeśli sami na własnej skórze nie doświadczyliście, jak to jest mieć męża lub żonę, to z pewnością obserwowaliście mariaże swoich rodziców, dziadków, ciotek, wujków i tak dalej… Czasem te sceny były iście filmowe, przyznajcie! Reżyserzy także uważają, że to bardzo życiowy i – co tu kryć – chwytliwy temat. Dziś przyglądamy się, jak wyglądają najciekawsze filmy o małżeństwie – te mniejsze produkcje, jak i te na wielką skalę.
Top 10 klasyków ✦ Kultowe filmy o małżeństwie
1. Dwoje na drodze | Two for the Road, 1967
W filmie „Dwoje na drodze” (reż. Stanley Donen) mamy wszystko: garbusa, autostop, luksusowe mercedesy i – oczywiście – wieczne dramy. To tak, jakbyście oglądali „Mad Maxa”, ale zamiast walk o paliwo, bohaterowie ścierają się o to… kto zapomniał paszportu.
Mark, architekt o duszy perfekcjonisty, i Joanna, piękna i nieprzewidywalna, próbują przypomnieć sobie czasy, kiedy kochali się jak szaleni i robili rzeczy, które dziś wydają się tylko wspomnieniem. Ich rzeczywista podróż jest zarazem podróżą przez wspomnienia, gdy żyli miłością, a na cały dzień wystarczała im jedna francuska bagietka.
Niestety okazuje się, że im lepsze samochody, tym gorsze relacje. W miejsce uroczych garbusów i przypadkowych noclegów w tanich hotelikach pojawiają się piękne mercedesy i luksusowe apartamenty. A zamiast szczerych uśmiechów – sarkastyczne komentarze i zimne spojrzenia. Wykorzystując motyw drogi w filmie, reżyser kapitalnie nawiązuje do małżeństwa, pokazując, że czasem, zamiast podziwiać widoki, ma się ochotę wyrzucić współpasażera z samochodu.
Ten film jest niczym przewodnik po zarazem najbardziej sielskich, jak i tych najgorszych momentach, które można przeżyć, będąc w związku. Przyglądamy się, jak miłość nieco gaśnie, a następnie rozpala się, by na końcu… no cóż, tego dowiecie się, gdy dojedziecie do końca tej filmowej podróży.
Zdecydowanie wart obejrzenia również dlatego, że w roli małżeńskiej pary zobaczycie znakomitą Audrey Hepburn oraz Alberta Finney’a.
2. Sprawa Kramerów | Kramer vs. Kramer, 1979
Ktoś kiedyś nazwał ten film protoplastą historii małżeńskich. Tak, niewątpliwie ten staruszek jest już klasyką, z której inny reżyserzy czerpią garściami. To film, który skłania do refleksji, a jego zakończenie niejednego pozostawiło z rozdartym sercem.
„Sprawa Kramerów” to nie jest zwykły dramat. Sięga głęboko w tematy emocjonalnych rozterek, miłości rodzicielskiej i trudnych wyborów, które często nie mają jednej, prostej odpowiedzi. Oglądając go, widzowie nie tylko śledzą historię rozwodu i walki o opiekę nad dzieckiem (to byłoby zbyt banalne, prawda?), ale zanurzają się w niełatwe pytania o rolę rodzica, społeczne oczekiwania wobec ojców i matek oraz złożoność relacji międzyludzkich. Pewnie czekacie na trochę szczegółów?
Joanna Kramer (Meryl Streep), sfrustrowana swoim życiem jako żona i matka, decyduje się odejść od męża, co jest odważnym, choć trudnym krokiem. Ucieka od życia, które ją ograniczało, ale także od syna, co w ocenie społeczeństwa czyni ją z automatu „złą matką”. Dziś pewnie potraktujemy ją ulgowo, ale film powstał pod koniec lat 70-tych. Tu trzeba dodać, że boska Meryl Streep mistrzowsko pokazuje głębię tej postaci – na ekranie jawi się nam kobieta, która też chce odnaleźć siebie, ale ostatecznie wraca, by walczyć o to, co uważa za swoje: prawo do bycia matką.
Ted Kramer (Dustin Hoffman) przechodzi natomiast niesamowitą transformację. Zaczyna jako typowy korporacyjny jegomość, którego priorytety to praca, kariera i pozycja zawodowa. Jego przemiana z ojca nieobecnego, który nie wiedział, jak zrobić śniadanie, w zaangażowanego rodzica, jest – co tu ukrywać – sercem filmu. To właśnie relacja między Tedem a Billym porusza najbardziej – to ciepło, bliskość i autentyczność, które budują coś więcej niż tylko więź rodzicielska. Ted uczy się bycia nie tylko ojcem, ale i człowiekiem, który potrafi kochać i dbać o innych poza sferą zawodową.
Film został uhonorowany wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym Oscarem za najlepszy film, aktora pierwszoplanowego, aktorkę drugoplanową, reżyserię oraz scenariusz. To także triumf na Złotych Globach, BAFTAch oraz licznych międzynarodowych festiwalach, takich jak Awards of the Japanese Academy, Blue Ribbon Awards czy David di Donatello. Każde z tych wyróżnień świadczy o uniwersalności i sile przekazu „Sprawy Kramerów” – jest to dzieło ponadczasowe, które nadal pozostaje aktualne.
3. Zatańcz ze mną | Shall We Dance, 2004
„Zatańcz ze mną” to film już dość leciwy, ale wciąż rozgrzewający serca swoją ciepłą historią i urokiem. W sam raz na filmowe wieczory pod kocem! To lekka, choć niepozbawiona emocji opowieść z klasycznym wątkiem: o odkrywaniu pasji i odbudowywaniu relacji.
Głównego bohatera, Johna Clarka (w tej roli zawsze elegancki Richard Gere), spotykamy w momencie, gdy jego życie nieco trąci nudą. Właściwie to jest całkiem dobre: świetna praca prawnika, udane małżeństwo z Beverly (Susan Sarandon), dorastające dzieci… ale coś jest nie tak. Czegoś mu brakuje.
Wracając z pracy, John każdego dnia przejeżdża obok studia tańca, gdzie za oknem widzi piękną, melancholijną nauczycielkę tańca, Paulinę (Jennifer Lopez). Pod wpływem impulsu, postanawia wkroczyć do świata, który wydaje się być zupełnie inny od jego dotychczasowej, uporządkowanej rzeczywistości – zapisuje się na lekcje tańca towarzyskiego. Ten właśnie taniec staje się dla Johna nieoczekiwanym wybawieniem, otwiera go na zupełnie nowe doświadczenia, budzi zapomnianą radość życia i pozwala mu odnaleźć siebie na nowo.
Film jest pełen uroku i ciepła, a dynamika między bohaterami wypada naprawdę świetnie, autentycznie i lekko. Okazuje się, że nie każda baba tylko czyha, by skraść wam męża, a małżeństwo, jak każde inne relacje, wymaga pielęgnacji i odkrywania siebie na nowo, nawet (a może zwłaszcza) po wielu latach wspólnego życia.
4. Kolejny rok | Another Year, 2010
To film dość zaskakujący stoicyzmem – filmowe małżeństwo Gerri i Toma różni się znacznie od pozostałych w tym zestawieniu filmów. Nie borykają się z żadnymi problemami, cały czas bezgranicznie się kochają, ich życie toczy się spokojnym rytmem, a relacja wydaje się być oazą stabilności. Nie brzmi ciekawie? Nie dajcie się zwieść! To film pełen głębi!
Reżyser Mike Leigh w sposób niezwykle subtelny, ale zarazem poruszający, opowiada o codziennym życiu – nie tym pełnym wielkich dramatów, ale tym, które rozgrywa się nieustannie, w małych, zwyczajnych chwilach.
Wymowny jest podział filmu na etiudy, zgodne z cyklicznością życia i przyrody – towarzyszymy bohaterom przez cztery pory roku. Ta symboliczna struktura obrazuje regularność i przemijanie życia bohaterów i przyjaciół, którzy są ważną częścią ich mikroświata.
Gerri, doradczyni medyczna, i Tom, geolog, prowadzą spokojne, pełne satysfakcji życie, ale ich otoczenie jest zupełnie inne. Wokół nich znajdują się osoby, które nie miały tyle szczęścia – przyjaciele zmagający się z samotnością, depresją, alkoholizmem i rozwodami. Jedną z głównych postaci w tej sieci zależności jest Mary (grana genialnie przez Ruth Sheen) – samotna, zagubiona kobieta, której desperacka potrzeba miłości i uwagi staje się źródłem zarówno smutku, jak i humoru.
Reżyser kreuje w „Kolejnym roku” świat, w którym to nie wielkie wydarzenia, ale właśnie te małe momenty są najważniejsze. Sceny wspólnych spotkań przy stole, rozmów w kuchni, wspólnego sadzenia roślin w ogrodzie są cudowne! To one definiują życie bohaterów i pokazują, że w najważniejszych chwilach liczy się obecność bliskich osób. Gerri i Tom są dla swoich przyjaciół nie tylko wsparciem, ale i wzorem stabilności, a ich dom staje się miejscem schronienia dla tych, którzy nie potrafią znaleźć swojego miejsca w świecie. Są niczym parenetyczne wzory, których tak brakuje we współczesnym kinie.
Film nie jest pozbawiony przekazu: mimo swojej spokojnej narracji, zostawia widza z głębokimi refleksjami na temat tego, co tak naprawdę liczy się w życiu – w tym wypadku to oczywiście miłość, przyjaźń i codzienne chwile spędzone z bliskimi.
5. Dwoje do poprawki | Hope Springs, 2012
„Dwoje do poprawki” to film o małżeństwie, który pokazuje, że nawet po 30 wspólnych latach pożycia można wpaść w tarapaty – i nie chodzi nam o klasyczne romanse czy kłótnie, o nie! To coś gorszego, co zdarza się wielu parom: RU-TY-NA! Straszne słowo, prawda?
Kay (w tej roli niezastąpiona Meryl Streep) to kobieta, która desperacko chce wskrzesić dawno zgasłą iskrę w związku z mężem Arnoldem (Tommy Lee Jones). A on? Hmm… powiedzmy, że jest jednym z tych facetów, którzy z domu wyjdą dopiero wtedy, gdy zawali im się dach nad głową. Dlatego przekonanie go do tygodniowej terapii małżeńskiej w malowniczym Great Hope Springs to dopiero mission impossible!
Meryl Streep w tej roli jest cudowna – pełna ciepła, ale i subtelnej determinacji, by coś zmienić. Z kolei Tommy Lee Jones, w typowym dla siebie stylu, gra zamkniętego, sarkastycznego męża, który na każdą propozycję reaguje jakby właśnie kazano mu wspiąć się na Mount Everest w klapkach. Już sam ten kontrast między nimi jest źródłem wielu komicznych sytuacji. Warto w tym miejscu co wyjaśnić: nie jest to komedia, która wyśmiewa trudności w związkach – przeciwnie, humor tutaj jest pełen ciepła, a każda zabawna scena niesie ze sobą głębsze przesłanie.
Najbardziej wzruszające są momenty, kiedy Kay i Arnold powoli odkrywają na nowo, dlaczego w ogóle się zakochali. Terapia, która na początku wydaje się im absurdalna, z czasem staje się okazją do prawdziwej rozmowy, co – jak wszyscy wiemy – w długoletnich związkach jest sztuką samą w sobie. Film pokazuje, że nawet w małżeństwach, które przetrwały dziesięciolecia, można znaleźć miejsce na nowe początki, o ile obie strony są gotowe na wysiłek.
Rewelacyjna komedia, jeśli szukacie czegoś ciepłego, zabawnego, ale jednocześnie głębszego.
6. Miłość | Amour, 2012
„Miłość” to produkcja, który chwyci was za serce i nie puści aż do końca. Haneke unika sentymentalizmu, co czyni film jeszcze bardziej poruszającym. W każdej scenie czuć ciężar miłości, która przetrwała dekady, a teraz mierzy się z ostatecznością. W tym wszystkim nie ma miejsca na dramatyczne gesty czy melodramatyczne wybuchy emocji – jest tylko codzienność, cicha, pełna bólu i czułości.
Wkraczamy w świat małżeństwa Anne (Emmanuelle Riva) i Georges’a (Jean-Louis Trintignant), paryskich emerytowanych nauczycieli muzyki, którzy przez wiele lat mieli piękny, czysty związek oparty na wspólnych pasjach, czułości i wzajemnym zrozumieniu. Niestety ich sielskie życie wypełnione rutyną i prostymi przyjemnościami zostaje nagle przerwane przez brutalną rzeczywistość – wylew, który dotyka Anne, staje się początkiem jej stopniowego odchodzenia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
Michael Haneke, znany ze swojej surowości i bezkompromisowego podejścia do tematu, pokazuje miłość małżeńską, jaką ukazać jest trudno: widzimy ją w jej najbardziej brutalnej, a zarazem najczystszej formie. Georges, który do tej pory dzielił życie z ukochaną na równych zasadach, teraz staje się jej opiekunem – a to zadanie, choć oczywiście umotywowane miłością, staje się dla niego niemal nie do udźwignięcia. Mamy okazję zobaczyć, jak choroba jednej osoby staje się nie tylko jej własnym dramatem, ale także sprawdzianem dla najbliższych. Georges z dnia na dzień staje się odpowiedzialny za każdy aspekt życia Anne, a jego miłość zostaje naprawdę ekstremalnie wystawiona na próbę, o której nie mógł nigdy wcześniej marzyć.
Na tym nie koniec. Film w równej mierze skupia się też na Anne, która stopniowo traci kontakt z rzeczywistością, a Georges – choć cierpi równie mocno – uparcie trwa przy jej boku, odrzucając wszelką pomoc z zewnątrz. Dla niego obietnica, którą złożył żonie – że nigdy nie odda jej do domu spokojnej starości – staje się święta, nawet jeśli oznacza to walkę z własnymi ograniczeniami. Jego upór i determinacja są jednocześnie aktem wielkiej miłości i ogromnego poświęcenia, które stają się esencją tej historii.
Uprzedzamy: to nie jest łatwa opowieść – to przejmujące studium starości, choroby, a przede wszystkim… umierania. Po obejrzeniu tego filmu nasuwa się piękna choć nie pozbawiona smutku konkluzja, że miłość co prawda nie może pokonać śmierci, ale jest jedynym lekarstwem na ludzki ból.
Smaczkiem jest też gra aktorska: to prawdziwy majstersztyk, który zasługuje na wszystkie nagrody, jakie film zdobył – w tym Złotą Palmę na festiwalu w Cannes.
7. 45 lat | 45 Years, 2015
Ten film o małżeństwie na długo zapada w pamięć! „45 lat” w reżyserii Andrew Haigha skrywa pod spokojną powierzchnią głębokie emocje i wewnętrzne zmagania dwojga ludzi, którzy przez dekady budowali swoje życie na zaufaniu, stabilności i wzajemnym wsparciu. To nie jest film o zdradzie w klasycznym sensie, a raczej o tym, że po latach wspólnego życia można wciąż odkrywać nieznane, bolesne aspekty drugiej osoby.
Kate (Charlotte Rampling) i Geoff (Tom Courtenay) są parą z blisko półwiecznym stażem, której życie toczyło się w spokojnym rytmie codzienności. Bez dzieci, bez wielkich dramatów – zbudowali swoją relację na lojalności i poczuciu, że po tylu latach znają się na wylot. Jednak w myśl powiedzenia „zjesz beczkę soli, nim poznasz do woli”, na kilka dni przed świętowaniem czterdziestej piątej rocznicy małżeństwa, ich stabilny świat zostaje wywrócony do góry nogami.
Kluczowy moment filmu następuje, gdy Geoff otrzymuje nieoczekiwaną wiadomość – ciało jego dawnej miłości, Katyi, która zaginęła przed półwieczem w Alpach, zostało odnalezione w lodowcu. Ta informacja, choć początkowo wydaje się jedynie tragicznym wspomnieniem z przeszłości, zaczyna powoli, lecz nieubłaganie wdzierać się w teraźniejszość. Geoff, który od dawna nie myślał o Katyi, zaczyna w coraz większym stopniu wracać do wspomnień o niej, co wywołuje w Kate poczucie niepokoju i zagubienia. Stopniowo uświadamia sobie, że mąż, którego w swym mniemaniu znała na wylot, skrywał w sobie dość mroczne tajemnice, o których nie miała pojęcia.
Film rozwija się w powolnym, wręcz medytacyjnym tempie, co idealnie oddaje emocjonalne napięcie między głównymi bohaterami. Kate, pełna współczucia dla Geoffa, w pewnym momencie odkrywa, że Katya nie była jedynie przelotną miłością sprzed jej czasów – była kimś więcej… w dodatku kimś z rodzaju tych, kto na zawsze zajął szczególne miejsce w sercu jej męża.
„45 lat” to opowieść o małżeństwie, demonach przeszłości i o tym, jak nagle mogą one wtargnąć w teraźniejszość i bezceremonialnie zburzyć to, co wydawało się niezmienne. Kluczowa scena w finale – bal jubileuszowy z okazji rocznicy – jest absolutnym majstersztykiem. Gdy para tańczy razem, widzowie nie mogą się oprzeć wrażeniu, że coś zostało nieodwracalnie zniszczone. Geoff, trzymający Kate w ramionach, wydaje się być obecny tylko ciałem, a nie duchem, a Kate, choć tańczy z mężem, wie, że ich małżeństwo nigdy nie będzie już takie jak dawniej.
8. Historia małżeńska | Marriage Story, 2019
„Historia małżeńska” to klejnot współczesnego kina, który dotyka serca, bez pardonu zbliżając się do trudnych tematów związanych z rozwodem i rozpadem związku. Noah Baumbach stworzył film, który jest nie tylko opowieścią o końcu małżeństwa… to emocjonalna podróż, pełna niuansów, które pokazują nam ludzką naturę w jej najbardziej autentycznej formie.
Ten film na zaskakującą formułę. Opowieść zaczyna się tak, jak byśmy mieli do czynienia z typową historią miłosną. Małżonkowie – Nicole (obezwładniająca rola Scarlett Johansson) i Charlie (odkrycie współczesnego kina, znany z Gwiezdnych Wojen i Diuny Adam Driver) – opisują z pasją, co w sobie kochają, ukazując ciepłe, codzienne gesty, które składają się małżeńską rutynę. Jednak szybko dowiadujemy się, że jest to jedynie iluzja, ponieważ ci sami ludzie… właśnie rozważają rozwód.
Od tego momentu zaczyna się trudna podróż, którą film rozwija w sposób wzruszający i pełen gorzkiej prawdy. Oczywiście w tle tych małżeńskich potyczek jawi się dziecko: Nicole i Charlie, choć nie są już razem jako małżeństwo, nadal są związani poprzez swojego syna, Henry’ego. W ich codziennych zmaganiach, w konfliktach i chwilach, gdy próbują siebie zrozumieć, widzimy zatem emocje, które wykraczają poza formalne kwestie rozwodu.
Film znakomicie ukazuje również rolę prawnika. Laura Dern, grająca prawniczkę Nicole, daje niesamowity występ – to postać, która doskonale rozumie nie tylko procedury prawne, ale i emocje swojej klientki.
Bez wątpienia jednym z najbardziej wzruszających momentów w filmie jest scena, w której Charlie czyta list Nicole, w którym ta opisuje, za co go kochała. To moment, który z pewnością przejdzie do historii kina! Adam Driver w tej scenie dosłownie rozdziera serca – jego reakcja jest tak autentyczna, że trzeba mieć empatię na poziomie pierwotniaka, by nie czuć się poruszonym.
9. Imprezowi rodzice | Drunk Parents, 2019
Teraz zaskoczymy was czymś lekkim i zabawnym. Nie jest to kino festiwalowe, ale ten ekranowy duet jest wart uwagi! Jak wyglądałoby małżeństwo Salmy Hayek i Aleca Baldwina? Oczywiście w realu się tego raczej nie dowiemy, ale reżyser Fred Wolf proponuje nam spojrzeć na nich, jak na zabawną i bardzo, bardzo spłukaną parę.
Po odesłaniu córki na studia muszą stawić czoło swoim odwiecznym problemom finansowym i nieustannie dzwoniącym wierzycielom. Nie idzie im dobrze, ponieważ rozwiązaniem staje się dla nich alkohol… co z tego wyniknie? Oczywiście: filmowy rollercoaster pełen kłopotów finansowych i sąsiedzkich dram, spore ilości upojenia oraz szalonych pomysłów na szybki zarobek (na przykład takich, by wynajmować za niezłą sumkę dom sąsiada).
Salma Hayek jest tutaj po prostu niesamowita – jako Nancy balansuje na granicy histerii i czarującej elegancji. A Baldwin? No cóż, robi to, co robi najlepiej – jest sarkastyczny, małomówny i trochę zagubiony, jakby przypadkiem wpadł na plan i postanowił zostać. Razem tworzą duet, którego nie da się nie lubić, nawet gdy podejmują jedną złą decyzję za drugą.
Czy to film, który zmieni wasze życie? Raczej nie. Ale z pewnością zapewni ponad godzinę pełną lekkich, zabawnych momentów, które sprawią, że poczujecie się lepiej po ciężkim dniu.
10. Złe dni | I onde dager, 2021
Przyznajcie się, rozwodnicy! Ile razy w trakcie tych wszystkich kłótni i spraw w sądzie targały wami tak silne emocje, że w myślach życzyliście śmierci swojej (źle wybranej) połówce? Być może nawet wołaliście do niego/niej: w dzikim szale: „A bodaj byś zdechł!” albo „A żeby cię jasny szlag trafił”. No cóż. Ta produkcja jest z pewnością dla was! To właśnie film o małżeństwie, które… chce się nawzajem pozabijać.
Według bohaterów najlepszym sposobem na ratowanie małżeństwa jest… próba pozbycia się siebie nawzajem. Brzmi absurdalnie? Oczywiście, i właśnie w tym tkwi urok tej czarnej komedii. Lars (Aksel Hennie) i Lisa (Noomi Rapace) są parą, która dawno straciła wszystko, co kiedyś ich łączyło. Miłość to dla nich odległe wspomnienie, a ich małżeństwo bardziej przypomina pole bitwy niż relację dwóch zakochanych ludzi.
Lars, reżyser z aspiracjami, który nie odniósł sukcesu, jest przekonany, że Lisa go zdradza. Ona z kolei uważa go za tchórza, który stracił resztki odwagi i ambicji. Każde z nich ma swoje żale, frustracje, a weekendowy wypad do leśnej chaty ma być idealnym momentem na… pozbycie się drugiej osoby. Dosłownie.
Tak, ten film to nie żadne nudne rozważania o rozwodzie – tutaj planem jest morderstwo. Każde z małżonków knuje, jak ostatecznie wyeliminować to drugie, ale (jak to w życiu bywa) nic nie idzie zgodnie z planem.
„Złe dni” to połączenie czarnej komedii z thrillerem, gdzie śmiech miesza się z napięciem. Każdy kolejny zwrot akcji jest coraz bardziej absurdalny, a Lars i Lisa wciągają nas w coraz głębszą grę, która jest równie szalona, co komiczna. To film, który z jednej strony w przewrotny sposób pokazuje, jak bardzo można znienawidzić kogoś, z kim spędziło się lata, a z drugiej uświadamia, jak ślepy gniew i frustracja potrafią zaburzyć postrzeganie rzeczywistości.
Noomi Rapace i Aksel Hennie są w swoich rolach znakomici. Chemia między nimi, pełna nienawiści i sarkazmu, jest elektryzująca. Przygotujcie się na skandynawską mieszankę absurdalnego humoru, intensywnych, ale sprytnie wyważonych emocji i brawurowych zwrotów akcji. Idealny film na wieczór, w który macie ochotę na coś nietypowego, szalonego i może trochę terapeutycznego, jeśli chodzi o rozładowanie frustracji w związku.

