Wiele par planujących ślub szuka dziś sposobu na to, żeby przyjęcie miało własny charakter i nie przypominało dziesiątek podobnych imprez. Inspiracji nie trzeba przy tym szukać za granicą, bo sporo ciekawych zwyczajów przetrwało w polskich regionach. Szczególnie bogatą obrzędowość zachowali mieszkańcy Kaszub.
Część dawnych praktyk zniknęła razem ze światem wiejskich gospodarstw, inne wciąż są żywe i świetnie pasują do współczesnych uroczystości. Z powodzeniem można je odtworzyć także w domu weselnym, takim jak Sala Perłowa w Rybnie w powiecie wejherowskim. Zapraszamy do lektury, w której przybliżamy najciekawsze kaszubskie obyczaje i podpowiadamy, jak wpleść je w dzisiejsze przyjęcie.
Dobry mąż i zaprosiny drużby
Droga do ołtarza zaczynała się na Kaszubach na długo przed samym ślubem. Kawaler, który upatrzył sobie wybrankę, nie szedł do jej rodziców sam, lecz w towarzystwie swata nazywanego dobrym mężem. Taka wizyta nosiła nazwę wreje, a gdy gospodarz był z niej zadowolony, na stole pojawiała się wódka i jajecznica na boczku. W następną niedzielę bliscy dziewczyny odwiedzali gospodarstwo kandydata i oglądali jego stajnie oraz stodoły, a przy okazji ustalano wysokość posagu. Na tydzień przed uroczystością drużba w niebieskiej sukmanie, z szarfą i kapeluszem ozdobionym kwiatami objeżdżał wieś i zapraszał gości dowcipną oracją zwaną raczbą. Już na początku XX wieku ten zwyczaj zaczęły wypierać drukowane karty, jednak sam pomysł rymowanej prośby o przybycie łatwo dziś odświeżyć. Wierszyk wygłoszony przez świadka u dziadków albo krótkie nagranie z żartobliwą przemową zrobią na bliskich większe wrażenie niż kolejna elegancka koperta.
Polterabend, czyli tłuczenie szkła przed weselem
Jednym z najgłośniejszych zwyczajów regionu jest polterabend, nazywany w skrócie polterem. Kaszubi przejęli go najpewniej od niemieckich sąsiadów i zachowali do dziś, a podobną praktykę znają też mieszkańcy Wielkopolski i Śląska. Pod domem panny młodej zbierają się znajomi, sąsiedzi i krewni, także ci, którzy nie dostali zaproszenia na samo przyjęcie, i tłuką przyniesioną porcelanę oraz szkło. Hałas i sterta skorup mają zapewnić nowożeńcom pomyślność. Dawniej spotkanie odbywało się w piątkowy wieczór przed ślubem, obecnie coraz częściej w czwartek albo nawet tydzień wcześniej. Współczesny polter przypomina plenerową imprezę z namiotem, obfitym poczęstunkiem, a czasem także orkiestrą, na którą nikt nie zakłada wizytowego stroju. To dobry pomysł dla par, które chcą ugościć szersze grono sąsiadów i znajomych bez wydłużania listy weselnych gości.

Bramy na drodze orszaku
Narzeczeni jadący do kościoła na Kaszubach muszą liczyć się z kilkoma nieplanowanymi przystankami. Znajomi, a często również przypadkowi amatorzy okazji, ustawiają na trasie orszaku bramy i przepuszczają auto dopiero po otrzymaniu butelki wódki. Liczba takich przeszkód waha się od kilku do ponad dwudziestu i zależy od tego, jak popularna jest rodzina panny młodej. Podobny obyczaj występuje również na Śląsku, jednak na Pomorzu wciąż należy do najbardziej powszechnych. Warto przygotować w samochodzie skrzynkę butelek i drobnych upominków, a w harmonogramie dnia doliczyć kilkanaście minut na postoje. Dzięki temu wesoła blokada nie zamieni się w nerwowe spóźnienie na ceremonię.
Brutci tonc, czyli taniec z panną młodą
Spośród wszystkich atrakcji dawnego przyjęcia najbardziej wyczekiwano tańca z panną młodą, nazywanego brutci tonc. Każdy chętny płacił za niego złotą monetą, którą rzucał na talerz tak, żeby naczynie pękło. Im więcej potłuczonej porcelany, tym większe szczęście czekało małżonków, a zebrana kwota zależała od liczby gości i ich hojności. Ważną częścią zabawy były również oczepiny, symbolizujące przejście dziewczyny do grona mężatek, a także kilka specjalnych tańców dla niezaproszonych mieszkańców wsi, którzy przyglądali się weselu spod okien. Złotą monetę z powodzeniem zastąpi dziś drobny banknot, a talerz można rozbić do wyłożonej kocem skrzyni, tak by odłamki nie trafiły na parkiet. Taki akcent ożywia drugą część wieczoru i daje każdemu gościowi okazję do osobistych życzeń.
Dziad, baba i weselni przebierańcy
Kaszubskie przyjęcia od dawna urozmaicały występy przebierańców. Do dziś zdarza się, że w trakcie zabawy pojawiają się dziad i baba, nazywani też maszkami. Składają młodym życzenia, odgrywają krótkie skecze i wręczają żartobliwe prezenty, na przykład wałek do ciasta albo smoczek z butelką. Bywa, że jedna z postaci odczytuje ułożony specjalnie na tę okazję wiersz o nowożeńcach. W kilku miejscowościach powiatu puckiego podobną rolę pełnią hansbalmirmich, czyli przebierańcy odgrywający improwizowane przedstawienie. Obyczaj powoli zanika, a szkoda, bo wynajęcie zawodowych aktorów albo powierzenie tej roli wujostwu z poczuciem humoru to prosty sposób na wesoły punkt programu.

Haft kaszubski w dekoracjach i papeterii
Najbardziej rozpoznawalnym symbolem regionu jest dziś haft, choć ma za sobą zaledwie nieco ponad sto lat historii. Jego obecną formę zawdzięczamy Teodorze Gulgowskiej, która wraz z mężem założyła w 1906 roku we Wdzydzach Kiszewskich pierwszy w Polsce skansen i przeniosła dawne motywy z mebli, kafli oraz ceramiki na płótno. Klasyczna paleta obejmuje siedem barw, czyli trzy odcienie niebieskiego, czerwień, żółć, zieleń i czerń. Wzory zdobiły kiedyś również szarfy weselne i wyprawę panny młodej, więc ich obecność na przyjęciu ma mocne uzasadnienie. Pary z północnej części regionu mogą sięgnąć po lokalne odmiany, na przykład szkołę pucką z paletą złożoną z czterech błękitów i nawiązaniami do fal, sieci oraz rybek albo wejherowską, która dopuszcza róż i fiolet. Na zaproszeniach, winietkach czy bieżnikach dobrze prezentują się motywy roślinne z tradycyjnego kanonu:
- kaszubski tulipan – najbardziej charakterystyczny kwiat haftu, występujący w kilku wariantach,
- modrak – chaber z kratkowaną „szyszką” pośrodku,
- bałwanek – kwiat budowany piętrowo,
- leb – sercowaty liść o kratkowanym wnętrzu.
- Ciemne suknie ślubne dawnych Kaszubek
Biała suknia nie zawsze była oczywistym wyborem panien młodych z Pomorza. Na fotografiach z końca XIX wieku i z okresu tuż przed drugą wojną światową widać kobiety idące do ślubu w brązowych, granatowych, a nawet czarnych kreacjach. Badacze wciąż szukają odpowiedzi, czy był to wyraz praktyczności, ówczesnej mody, czy lokalnego obyczaju. Dla dzisiejszej narzeczonej to ciekawy argument za odejściem od schematu. Granatowy płaszcz na plenerową sesję, ciemna marynarka pana młodego z kwiatem w butonierce albo suknia w odcieniu czekoladowego brązu na poprawiny pozwalają nawiązać do dawnych fotografii bez rezygnowania z bieli podczas ceremonii.
Kaszubskie wesele we współczesnej oprawie
Dawniej zabawa odbywała się w domu rodziców panny młodej, a weselnicy docierali do kościoła wozami lub saniami. Dziś na Kaszubach przyjęcia organizuje się w domach weselnych i restauracjach, bo liczba zaproszonych zwykle przerasta możliwości prywatnego podwórza. Z badań etnografki Anny Kwaśniewskiej wynika, że w północnej i środkowej części regionu standardem są duże uroczystości dla 150–250 biesiadników, za średnie uchodzą te na około 120 gości, a najmniejsze gromadzą 60–80 uczestników. Szukając lokalu, warto więc sprawdzić, czy da się przy nim zorganizować polter na świeżym powietrzu, wydzielić miejsce na taniec z talerzami i swobodnie usadzić całą rodzinę. Dobrze sprawdzają się obiekty z ogrodem, które pozwalają przenieść część świętowania na zewnątrz.
Kaszubskie obyczaje pokazują, że dawne rytuały nie muszą być eksponatem oglądanym zza szyby. Wystarczy kilka dobrze dobranych elementów, by przyjęcie zyskało charakter i stało się okazją do rozmów o rodzinnych korzeniach. Pomorze jest przy tym tylko jednym z wielu przykładów, bo polskie tradycje weselne w każdej części kraju mają nieco inny smak i własny zestaw zwyczajów wartych ocalenia. Sięgając po nie, nowożeńcy nie tylko oddają hołd przodkom, lecz także tworzą wspomnienia, do których bliscy będą wracać przez lata.
